Post a comment
Drogi Wilhelmie,
wyjaśniam Ci w paru słowach, że ojca mojego, Władyslawa, ur. w 1926 roku, który całą okupację niemiecką przepracował jako niewolnik w Prusach, UB zamknęła po tzw. wyzwoleniu w 1945 do więzienia za jakiś pistolet, a jak go wypuścili w 1948, to się szybko ożenił i uciekł z rodzinnej wioski na Mazowszu z moją matką Stefanią i urodzonym w Matki Bożej Gromnicznej 1949 roku moim bratem do Czeladzi.
I tu była dalej nasza Gehenna, jak się jeszcze długo po wojnie mówiło w Polsce po żydowsku na oznaczenie piekła.
Ja byłem wyrzucony ze studiow w 1977 roku "za postawę niegodną studenta PRL" a w 1978 roku skazali mnie w Sosnowcu za pobicie milicjanta, potem pomagałem zakładać Solidarność w paru miastach i zakładach pracy w trzech województwach: Katowickim, Bielskim i Częstochowskim,
m.in.: Katowice, Gliwice, Czeladź.
W Sosnowcu na kopalni byłem rzecznikiem prasowym strajku gazowego, w tym czasie też byłem zatrudniony jako dziennikarz w tygodniku "Solidarność Jastrzębie".
Przywrócili mnie w prawach studenta i obroniłem pracę magisterską, która trzy lata czekała na mnie w dziekanacie, a tytuł pracy, który sobie sam wybrałem był: "Henryk Elzenberg jako krytyk literacki".
13 grudnia 2001 roku kamery zagranicznych telewizji ujęły mnie w Stoczni Gdańskiej za plecami Wałęsy, który przemawiał do tych kamer i mówił, że stocznia jest odcięta od świata.
A jak Wałęsa kandydował na prezydenta, to ja pracowałem dla Wolnej Europy i pisałem też korespondencje do Tygodnika Solidarność, którym kierował Lech Kaczyński.
Dwa lata temu przyjął mnie Wałęsa w Gdańsku, coś tam porozmawialiśmy o paru sprawach, potem zrobiliśmy sobie wspólnie zdjęcia z moim synkiem i kobietą.
A potem jeszcze widziałem Wałęsę nad Renem w Oberwesel, ale do Darmstadt to tak mnie zaprosili do tego ich instytutu, żeby nie doszło do naszego spotkania.
W stanie wojennym ciągnęli mne na kopalnię Wujek, kopalnie Bobrek do Bytomia i do kopalni Sosnowiec; przyjeżdzali do mieszkania różni tacy emisariusze, że głupi by się połapał, że to prowokacja, no więc nie dałem się sprowokować, a tylko jak głupi wykupywałem różne środki opatrunkowe i lekarstwa biegając po aptekach i dostarczałem to razem ze spirytusem opatrunkowym i odezwami
przemawiającymi do rozumu, a nie do emocji, pewnemu facetowi, który miał to rzekomo dostarczać do Huty Katowice, a gdzie oni przepijali ten spirytus, to ja już nie wiem.
Nie dałem się sprowokować, żeby nie iść siedzieć jak mój ojciec siedział za niewinność, lecz wolałem powiedzieć na milicji, że zamierzam się zgodzić z Jaruzelskim, że jak już Polska podpisała w Helsinkach Prawa Człowieka i każdy Człowiek i Obywatel ma prawo wyboru kraju osiedlenia, jak mu się w PRL-u nie podoba, to ja jestem zgodny wyjechać za granicę.
A jak mi przysłali ponowne wezwanie z prokuratury w Katowicach, bo na pierwsze nie zareagowałem, gdyż wiedziałem, że to tylko zemsta za to, że oddałem w czasach legalnej Solidarności do tej samej prokuratury dokumenty przy paru świadkach na temat kilku afer związanych z ludźmi koło
Grudnia i Gierka, co mi potwierdził w rozmowie przy jeszcze żyjących świadkach mecenas
Kurcjusz, to się wtedy jakoś ten Grudzień podobno sam powiesił w areszcie domowym, czy
ośrodku odosobnienia.
A mnie zaczęli w tym stanie wojennym rewidować, jak Boga kocham, rzeczywiście
piwnicę z węglem w mieszkaniu komunalnym rodziców, u których mieszkałem, a którego to mieszkania już za demokracji obecny senator Zbigniew Szaleniec, a w swoim czasie zastępca burmistrza Czeladzi Marka Mrozowskiego nie dał wykupić dla mojej matki, bo tak fałszywie przygotował umowę, że
wskazałem notariuszowi, że my nie możemy przecież kupować mieszkania na 4 piętrze w domu opalanym węglem, jeżeli w umowie nie ma wpisanej części piwnicy na węgiel, do której mieliśmy prawo, a bez którego to węgla nie dało by się zimą ogrzać tego mieszkania.
To ten Szaleniec, wyobraź sobie, mój Drogi, odmówił wniesienia do tekstu umowy notarialnej w obecności notariusza tych poprawek, których ja się domagałem, że kupuję to mieszkanie razem z piwnicą, balkonem i murami wewnętrzymi i zewnętrzymi, bo tak sporządzana jest w całej Polsce każda umowa notarialna.
A ten Szaleniec, który za czasów Służby Bezpieczeństwa prowadzony był na fałszywych dniówkach
i pobierał pensję jako górnik dołowy, a wywodząc się z dołów społecznych kopalni na dole nigdy nie widział na oczy, bo uchodził za trenera okręgówki, czy rezerwy gdzieś podobno w Zabrzu,
Bytomiu, czy Gliwicach...
Jak to tam było z nim naprawdę, to tego Diabeł nie wie.
To może tylko jeden Niesiołowski (Nussbaum) zna się na takich rzeczach, bo się teraz już oficjalnie
kolegują, a po likwidacji SB, to się okazało, że i Marek Mrozowski i ten Szaleniec porobili gdzieś po drodze podobno po dwa kierunki studiów, bo za dwa tytuły mgr, mgr wyższa ustawowo w Polsce
każda pensja.
I zatrudnił się ten Szaleniec na podwyższonej w ten sposób pensji w szkole podstawowej nr. 4 za nauczyciela od wuefu, a potem przeszedł do zarządzania Czeladzką Spółdzielnią Mieszkaniową
i zarządził, żeby sprzedać przedszkole na osiedlu Piaski z przeznaczeniem na burdel, czyli agencję uciech erotycznych, czy jak to się tam w tej nowomowie demokratycznej nazywa, bo w tym przedszkolu robiła za przedszkolankę żona tego Szaleńca, Iwona, a oni chcieli ją zrobić Dyrektorem Domu Tradycji Narodowych w przejętym pałacyku po byłym właścicielu kopalni Saturn.
No i ona jest tą dyrektorką w tym burdelu tradycji żydokomunistycznych i już przejęła jako eksponat muzealny podobno oryginalny mundur harcerski Walczakowej, żony profesora Walczaka, autora książki o Gierku. On się z tego Gierka habilitował w Instytucie Wołczewa w Katowicach, to była za Solidarności jawnej publicznie uczelnia moskiewska w Katowicach.
A teraz ten Walczak posiada jak wielu naukowców w Polsce umiejętność teleportacji, tzn. pokazywania się jednocześnie, o jednej porze w kilku różnych miejscach; ma wykłady i zajęcia na kilku różnych
uczelniach, i wszędzie jest mile widziany i tak dobrze opłacany, żeby kasa grała.
Jak mnie ten Mrozowski podstępem przywiózł kiedyś swoim autem na spotkanie publiczne mówiąc tylko, że jedziemy do Walczaka, to ja im publicznie, w obecności może dwustu osób w tej Spółdzielni Mieszkaniowej powiedziałem, co myśle, tzn. m.in. powiedziałem temu Walczakowi, żeby on już nie pisał
takich głupot jak wcześniej, bo Polska wchodzi do Unii Europejskiej, czekają Polskę trudne chwile, trzeba będzie dobrze myśleć, że wiem o tym m.in. dlatego, że na zorganizowane przeze mnie publiczne
spotkanie przyjechała do Frankfurtu sama Wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego w przeddzień podejmowania przez Polskę rokowań.
A ja z funduszy Polskiego Stowarzyszenia Szkolnego Oświata, z naszych składek, zapłaciłem za
wynajęcie sali i kupiłem szampana na to spotkanie, bo ambasada RP się nie poczuwała do poparcia tych moich społecznych i patriotycznych działań.
Aż go w końcu ten Marek, z którym razem czy to na obozy harcerskie, czy na Sylwestra do Będzina jeździliśmy razem tramwajem z magnetofonem, zrobił mi taką uprzejmość, że nie pytając o zgodę i nie płacąc za to wydrukował w swoich (byłego żydokomunisty) materiałach przedwyborczych mój antykomunistyczny poemat o Czeladzi, a nie podziękował publicznie i nie zapłacił za to, a zrobił swoim zastępcą od spraw mieszkaniowych tego Szaleńca, a ten mojej matce zrobił to, że umarła w komunalnym, a nie swoim własnym, wykupionym przez jej syna mieszkaniu.
Zaś mnie, to już chyba wiesz: w stanie wojennym Ambasada Niemiecka dała promesę, czyli przyrzeczenie wizy, to znaczy przysłali mi telegram po pierwszym spotkaniu, że mnie przejmą na teren RFN za zgodą władz PRL.
I ja z tym telegramem pojechałem autobusem na milicję do Katowic i tam szybko wydali mi paszport a po paru dniach wyleciałem już z jedną walizką z tamtego PRL-u najbliższym samolotem Lufthansy 15 grudnia 1982, a 24 grudnia miałem już Geburtstag w Lagrze dla azylantów w Schwalbach koło Frankfurtu nad Menem, bo w odróżnieniu od mojego Brata Władka, który urodził się w Matki Bożej Gromnicznej, i zgasł szybko jak świeca, szkoda słowa, to ja urodziłem się w Wigilię w jednym z miast województwa Stalinogrodzkiego, żeby po latach m.in o tym napisać poemat "Pomidor", który jak wyraził się krytycznie pewien Znawca, był sztandarowym poematem mojego pokolenia.
Dwa lata temu znowu widziałem się w Gdańsku z Wałęsą coś tam porozmawialiśmy o paru sprawach, ale zaczynam się już chyba powtarzać, więc kończę, żeby Cie nie zamęczać i serdecznie pozdrawiam
Z Bogiem i ku chwale Ojczyzny.
Z Frankfurtu nad Menem mówił
Stefan Kosiewski
P.S.
w zeszłym roku żydowskie bandy w Tomaszowie Mazowieckim, zorganizowane grupy przestępców działających w strukturach Policji i Ministerstwa Sprawiedliwości skazały mnie zaocznym wyrokiem za rzekomą kradzież piłki do gry w piłkę nożną, a Wałęsa na to zapytał tylko ze śmiechem: to, nie miał Pan czego lepszego kraść?
No i powiedz mi teraz, kogo tu poprzeć w najbliższych wyborach, na kogo ja mam głosować?
A jak chcesz sobie ze mną pogadac, to zadzwoń ale wiedz, że wytną i przytną potem wszystkie słowa,
tak samo jak na roznych komputerach kopiują naszą korespondencję, bo na tym polega ich robota.
Wałęsa korzysta ze skype; ja jestem na myspace jako: mysowa
pisze sie: mysowa, jednym słowem: Cześć!
http://pkn.blox.pl/2009/09/Stefan-Kosiewski-Gaweda-dla-Wilhelma-z-Gory-sw.html
----- Original Message -----
From: "Wilhelm Koziol"
To: "SOWA"
Sent: Sunday, September 20, 2009 7:54 AM
> Moin Moin !
> Tak Tak Bytom - Beuten rozumie ale czymu Czeldz ? Polskiem alt Reichym
> byl Sosnowiec :. pomylyles Historie 1937 r,
> Milej niedzieli ci zycze i daj spokoj z ta Polityka,.
> 73
|